Sekiro: Shadows Die Twice

czyli mody na „Soulsy” ciąg dalszy



Sekiro: Shadows Die Twice


FromSoftware to zaprawdę bardzo ciekawy przypadek developera. Studio istnieje od niemal połowy lat 80. i cały czas jest mocnym graczem na rynku gier komputerowych, mimo że prawdziwą sławę zdobyło dopiero w roku 2009. Do tego czasu słynęli głównie z kilku odsłon gry „Tenchu” oraz serii o gigantycznych mecha, czyli „Armored Core”, która w Polsce raczej nie była specjalnie popularna. W ogóle serie o ogromnych robotach raczej średnio schodzą ze sklepowych półek gdziekolwiek poza Japonią (no, może poza serią „Metal Gear Solid”, ale to trochę coś innego). Jednak w roku 2009 developerzy z FromSoftware wypuścili na świat grę, na którą nikt nie czekał i nikt się jej nie spodziewał, a która z czasem mocno zamieszała w trendach, jakimi kierował się światek elektronicznej rozrywki. Tytułem tym było oczywiście „Demon’s Souls”, czyli pierwsza i nieco już zapomniana odsłona, która stała się pierwowzorem dla ukucia gatunku znanego jako Soulslike. Czy charakteryzują się „Soulsy”? Otóż są to gry trudne. Takie, w których często się ginie. To gry, które są uczciwe wobec gracza i nie próbują kreować się na coś, czym nie są. Dają bardzo jasne zasady zabawy, które nie są szczególnie skomplikowane, ale nie wybaczają ich łamania. Co tu dużo mówić, w końcu od lat „Dark Souls” były promowane wymownym ekranem „You Died”, a samo określenie stało się tak popularne, że z czasem urosło do rangi popularnego mema. Kto by pomyślał, że mało brakowało, by „Demon’s Souls” nigdy nie wyszło poza Japonię? Dlaczego? Otóż w tych czasach developerzy i wydawcy żyli przeświadczeniem, że wszelka forma wyzwań zabija sprzedaż gier i czas, który spędzamy ze stworzonymi przez nich tytułami. Dlatego też twórcy przez wiele lat wychodzili z założenie, że powinni tworzyć gry, które na tak zwanym „normalu” będą wystarczająco przystępne, by gracz bez szczególnych problemów mógł obejrzeć zakończenie, a jak będzie chciał dostać w kość, to damy mu kilka wyższych poziomów trudności. Problem z tego typu podejściem wynika z faktu, że gry tworzone są raczej z myślą o docelowym poziomie trudności, a wszystkie następne polegają na odebrania graczowi jakiś dostępnych wcześniej narzędzi, co często prowadzi do tego, że gra jest trudniejsza, ale w swojej trudności niezbalansowana. Właśnie dlatego dotarcie do Europy zajęło „Demon’s Souls” ponad rok. Od tego czasu FromSoftware wypuścili na rynek trzy części duchowego następny „Demon’s Souls”, czyli „Dark Souls”, a potem ekskluzywnie dla konsoli PlayStation 4 stworzyli „Bloodborne”.

Japońskie studio stało się też niemałą inspiracją dla innych. Między innymi w 2014 roku niemieckie studio Deck13 wydało „Lords of the Fallen”, a w 2017 na konsoli PS4 pojawił się bardzo popularny tytuł od uznanego developera Team Ninja, czyli „NiOh”, które z miejsca zostały okrzyknięte mianem „Dark Souls w feudalnej Japonii”. To prawdopodobnie właśnie tym ostatnim tytułem najbardziej zasugerowało się FromSoftware, ogłaszając swój najnowszy tytułów, czyli „Sekiro: Shadows Die Twice”. O czym więc będzie opowiadała najnowsza gra twórców „Bloodborne”?

Czym jest „Sekiro: Shadows Die Twice”?


„Sekiro: Shadows Die Twice” po raz pierwszy zostało pokazane jeszcze w 2017 roku podczas trwania gali The Games Awards. Z początku wielu myślało, że Hidetaka Miyazaki i jego zespół po raz kolejny zabierają się za świat Yharnam, a prezentowana gra to nic innego, tylko „Bloodborne 2”, jednak wszelkie wątpliwości zostały rozwiane bardzo szybko. Wiemy, że FromSoftware zaczęło pracę na „Sekiro: Shadows Die Twice” jeszcze w roku 2015, a dokładniej zaraz po wydaniu DLC do gry „Bloodborne” zatytułowanego „The Old Hunters”. Początkowo tytuł miał być kontynuacją serii „Tenchu”, z której czerpie wiele inspiracji, a do której FromSoftware od lat posiada prawa. Jednak ponieważ podwaliny „Tenchu” zostały nakreślone jeszcze przez inne studia, developerzy nie chcieli burzyć spuścizny, którą pozostawili po sobie pierwsi kreatorzy. Developerzy z FromSoftware odeszli więc od części pierwotnych założeń i owocem tych działań jest właśnie „Sekiro: Shadows Die Twice”.

O czym jest „Sekiro: Shadows Die Twice”?


Ostatnie gry od FromSoftware raczej trudno określić grami fabularnymi. Nie dlatego, że nie ma w nich samej fabuły, ale raczej dlatego, że większość warstwy fabularnej gracz musi odkryć sam, czytając kolejne dokumenty, słuchając postaci i wreszcie samemu składając wszystko do kupy. Raczej nie ma tutaj typowej dla gier TPP narracji wypełnionej cut-scenkami i menu z kolejnymi zadaniami. Tym sposobem gracz, którego otoczka fabularna nie interesuje, może spokojnie skupić się na walce, radośnie siekając kolejne hordy wrogów. Jednak w przypadku „Sekiro” sprawa ma wyglądać nieco inaczej. Reżyser Hidetaka Miyazaji twierdzi, że narracja będzie bardziej bezpośrednia niż te, które widzieliśmy w poprzednich tytułach FromSoftware. Sprawa opowiedzenia angażującej historii ma stać się dużo prostsza, gdyż tym razem wcielimy się w z góry zaprojektowanego przez twórców bohatera. Oznacza to, że tym razem nie spędzimy godzin na projektowaniu swojej podobizny, którą ujrzymy tylko raz, zanim przywdzieje ona pierwszą pełną zbroję z hełmem, jak miało to miejsce między innymi w „Bloodborne”.

Świat przedstawiony w „Sekiro: Shadows Die Twice” jest luźno inspirowany Japonią XVI wieku, a dokładnie późną erą Sengoku. Tytuł będzie wypełniony elementami horroru, fantasy i, patrząc na protezę naszego bohatera, można spokojnie stwierdzić, że również science-fiction. Wcielimy się w dzielnego shinobi, którego zadaniem jest bronić młodego Pana nawet za cenę życia. Niestety, po walce z samurajem z klanu Ashina, nasz bohater traci rękę, a dziecko, którego miał bronić, zostało porwane. Brudni i pobici obudzimy się w górach, a nasz wybawca stworzy dla nas nie tylko zaawansowaną protezę ręki, ale okrzyknie mianem „Sekiro” (czyli „jednorękiego wilka”). Czas ruszyć w drogę i zemścić się na tych, którzy odebrali nam rękę, Pana i honor. Czas ruszyć na łowy!



„Sekiro: Shadows Die Twice” – gameplay


Mimo iż najnowszy tytuł FromSoftware spokojnie można zaliczyć do rodziny Soulsborne, zdaje się, że „Sekiro” będzie zdecydowanie różniło się od swoich poprzedniczek. Co ulegnie zmianie? Po pierwsze, wcielamy się w wojownika ninja, więc logicznym jest, że gameplay będzie przykładał sporo uwagi do skradania i zwracania uwagi na otaczające nas środowisko. Pomoże nam w tym nasza proteza ręki, która może zmienić się w szereg przydatnych narzędzi. Pierwszym z nich jest bosak przyczepiony do linki, który pozwoli nam dostać się na wyższe tereny danej lokacji, byśmy mogli między innymi zaplanować atak na pałętające się po mapie oddziały wroga. Proteza będzie służyła także między innymi jako tarcza i pochodnia.

Walka w „Sekiro: Shadows Die Twice” będzie też inaczej podchodziła do tematu zadawanych obrażeń. Tym razem focus ma być nie tyle na punktach zdrowia, co na czymś, co developerzy określają jako „posture”. Chodzi o to, by wyprowadzić przeciwnika z równowagi, a potem załatwić go jednym celnym cięciem. Miyazaki twierdzi, że w ten sposób zależało mu na uchwyceniu esencji walki na miecze. Ścieranie się ostrzy ma być więc integralną częścią rozgrywki, a większość przeciwników będzie można pokonać jednym ruchem, jeżeli uda nam się stworzyć ku temu odpowiednią okazję. Brzmi naprawdę intrygująco!

Jak już wcześniej wspominaliśmy, w grze pojawią się elementy stealth i wydaje się, że w wielu przypadkach będziemy mogli wybrać, czy wolimy wlecieć we wrogów na pełnym gazie z ogniem i mieczem, czy raczej schować się w wysokiej trawie i czekać, aż podejdą wystarczająco blisko, by przebić ich ostrym mieczem katana. A skoro już o śmierci mowa, to z tego co nam wiadomo, tym razem po śmierci nie będziemy przenoszeni do jakiegoś odległego hubu, jak było to między innymi w „Bloodborne”. Zamiast tego, od razu po śmierci będziemy mogli ożywić Sekiro i uderzyć we wroga z zaskoczenia. Oczywiście, nie będzie można robić tego w nieskończoność, a każde przywołanie naszego bohatera będzie miało swoją cenę. Niestety, więcej dowiemy się, dopiero kiedy przyjdzie nam zagrać w „Sekiro: Shadows Die Twice” i doświadczyć śmierci na swojej własnej skórze.

W „Sekiro: Shadows Die Twice” nie będzie rozgrywki multiplayer?!


Gra online był zawsze bardzo ważnym elementem gier Soulsborne i zdecydowanie urozmaicała przedstawiony świat. Mogliśmy grać w co-opie ze znajomymi, mierzyć się z innymi przeciwnikami, oraz zostawiać wiadomości ostrzegające innym graczom, nawet kiedy nie uczestniczyliśmy bezpośrednio w ich grze. System ten miał swoje wady, takie jak okazjonalne wdzieranie się wrogich graczy, którzy zamiast pomagać, utrudniali zabawę tak, jak tylko było to możliwe, zamieniając ją w koszmar. Jakby Yharnam samo w sobie nie było wystarczająco koszmarne. Niemniej, takie „Bloodborne” traciło sporo uroku, jeżeli zdecydowaliśmy się grać kompletnie offline. Hidetaka Miyazaki zapowiada jednak, że w najnowszym dziecku FromSoftware gry online nie uświadczymy wcale. Nie dostaniemy więc walk typu PvP ani nawet możliwości gry w trybie cooperative. Zastanawia, co zmusiło FromSoftware do podjęcia takiej decyzji, ale mamy nadzieję, że jest to spowodowane skupieniem się na opowiedzeniu jakiejś intrygującej historii.

Data premiery i inne informacje


Jak sami widzicie, niestety o „Sekiro: Shadows Die Twice” nie wiadomo zbyt wiele, zwłaszcza że tegoroczne E3 było jak dotąd pierwszą branżową imprezą, na której pokazano nam jakieś konkrety. Jeżeli chodzi o premierę, to nie wiadomo prawie nic, ale podobno wstępnie gra ma ukazać się na PS4, Xbox One i PC w pierwszej połowie 2019 roku. Na dokładniejszą datę przyjdzie nam jeszcze poczekać. Kto wie, może czegoś więcej dowiemy się na zbliżającym się Gamescomie?