Sea of Solitude

czyli piękna opowieść o samotności, depresji i cierpieniu



Sea of Solitude


Electronic Arts to hegemon, jaki istnieje w świecie elektronicznej rozrywki. To taki Thanos wymiaru gier komputerowych. Kochamy go nienawidzić i pluć w jego stronę za potencjalne psucie rynku, nastawienie na jak najwyższy zarobek jak najniższym kosztem, a jednocześnie nie możemy żyć bez wydawanych przez niego tytułów i rzadko kiedy zdarza się, żeby gracz na swojej półeczce pełnej dobroci nie miał przynajmniej jednej gry ich autorstwa. W skrócie jest to firma, która od góry do dołu przesiąknięta jest kontrowersją. Z ostatnich warto wymienić aferę lootboxową związaną ze „Star Wars: Battlefront 2” lub odważną wypowiedź głoszącą, że graczom nie zależy na kampanii single-player, co było absolutnym absurdem i co raz po raz udowadniały inne firmy obecne na rynku.

Jest jednak jedna mała rzecz, którą Electronicy robią superdobrze. Mowa o prowadzeniu platformy wydawniczej „EA Originals”. W skrócie duży wydawca inwestuje w małe studia i dzięki temu może pod swoim szyldem wydawać innowacyjne tytuły mniejszych twórców, przebierając je tym samym w ciuszki, w które zwykle przystrojone są tytuły AAA. Trzeba jednak przyznać, że podobna praktyka wychodzi im zaskakująco dobrze i dzięki temu w przeciągu ostatnich kilku lat mieliśmy okazję zagrać w kilka naprawdę zacnych gierek. Wystarczy wspomnieć o takich tytułach, jak nadchodzące „Fe” tworzone przez studio Zoink, „Unravel” autorstwa Coldwood Interactive czy niedawny hit, którym niewątpliwie było „A Way Out” od Hazelight Studios. Tyle dobroci, i to od wydawcy, którego nie lubi tak wiele osób. Jest jednak jeszcze jeden tytuł, o którym należy wspomnieć, bo może on być jednym z najambitniejszych, jaki w najbliższym czasie ukaże się pod szyldem EA Originals. Tytułem tym jest rzecz jasna „Sea of Solitude” od niewielkiego studia Jo-Mei Games, usytuowanego w Berlinie.

O czym jest „Sea of Solitude”


W „Sea of Solitude” gracz wcieli się w młodą kobietę o imieniu Kay, która samotnie przemierza na łódce porzucone i na wpół zatopione miasto, jednocześnie starając się uniknąć nawiedzających je potworów. Cel tej wędrówki jest dość prosty: Kay musi odkryć, dlaczego ona sama również zamieniła się w czarne, czerwonookie straszydło. Dla nas nie jest to co prawda żadna tajemnica, bo już sami developerzy zdążyli zdradzić, że w tym świecie w stwora zamienia się każdy, kogo dotknie tytułowa samotność. Im bardziej samotni się czujemy, tym szybciej ulegamy niepożądanej przemianie. W pokazanym na E3 zwiastunie mogliśmy też zaobserwować ogromne wodne monstrum, które zdaje się ze smakiem oczekiwać, aż Kay wypadnie z łódki do wody. Nie wiemy, kim, albo raczej czym, jest owo stworzenie, ale wstępnie zakładamy (i jest to tylko nasza teoria), że będzie to prawdopodobnie główny antagonista. Nie widzimy go raczej w postaci wygadanego szalonego naukowca czy zbrodniarza wojennego prowadzonego leniwą ideologią, ale raczej symbol tego, z czym wielu osobom przychodzi się mierzyć każdego dnia, czyli z samotnością. Widząc go, mamy w głowie wielką sowę o imieniu Kuro z gry „Ori and the Blind Forest”.



Jak gra się w „Sea of Solitude”?


Gameplay niestety pozostaje jak na razie jedną wielką niewiadomą, choć na podstawie zwiastuna można wysnuć kilka teorii. Wydaje się, że „Sea of Solitude” mocno pójdzie w stronę takich tytułów jak „Limbo” i „Inside” autorstwa studia Playdead. Możemy więc spokojnie założyć, że całość będzie bardzo mocno skupiała się na silnie nakreślonych elementach platformowych, rozwiązywaniu zagadek, które pozwolą nam posunąć rozgrywkę naprzód. Jeżeli chodzi jednak o fabułę, to narracja również pozostaje tajemnicą. W przeciwieństwie do wspomnianych wyżej tworów studia Playdead, nie wydaje się, aby „Sea of Solitude” miało być całkowicie oparte na opowiadaniu środowiskowym. Wszak sam trailer pokazuje, że Kay ma głos, więc możemy spodziewać się okazjonalnych dialogów albo chociaż monologów (w końcu miasto jest opuszczone, a na łódce siedzi sama). Nie oznacza to, że opowiadanie środowiskowe zostanie zupełnie pominięte. Konstrukcja świata wydaje się idealna do opowiedzenia historii Kay w ten sposób. Jednak to wszystko, to tak naprawdę nasze teorie, a żeby dowiedzieć się czegoś więcej, będziemy musieli położyć łapy na samej grze, co nie nastąpi zbyt szybko.

„Sea of Solitude”, czyli historia bardzo osobista


„Sea of Solitute” będzie zgłębiało tematy bardzo trudne do ukazania w grach komputerowych. Mimo iż gracze dorastają i oczekują coraz lepszych historii, dalej duża część rynku to bezmyślna zabawa schowana pod płaszczykiem czegoś głębokiego. Wiecie, co mamy na myśli. Kolejne „Call of Duty” traktują się na poważnie, ale kupujemy te gry, żeby sobie postrzelać, a niekoniecznie po to, by przeżywać katharsis. Od tego mamy takie tytuły jak „Silent Hill 2”, „Spec Ops: The Line”, „Limbo”, lub właśnie „Sea of Solitude”. A przynajmniej na to właśnie wskazują słowa twórców.

W tym przypadku najjaśniej rozbrzmiewają słowa scenarzystki Cornelii Geppert, która w jednym z wywiadów zdradziła, że „Sea of Solitude” jest jak dotąd najbardziej artystycznym i jednocześnie osobistym projektem, nad którym przyszło jej pracować. Autorka scenariusza zdradza, że czasami trudno było jej aż tak bardzo zagłębić się we własnych uczuciach. Jednocześnie docieranie do swoich najgłębszych obaw, tęsknot i złości opisuje jako formę swego rodzaju spełnienia, a możliwość przekazania tych uczuć dalej, dzięki sztuce, którą niewątpliwie stało się „Sea of Solitude”, stała się inspiracją do dalszej pracy. Ważnym elementem zrozumienia fabuły jest dostrzeżenie tego, że Kay nie jest w tym świecie sama. Podczas naszej podróży przez zatopione miasto spotkamy na swojej drodze dziesiątki, jak nie setki ludzi, którzy już dawno zostali pochłonięci przez samotność, czego efektem była transformacja w rzeczone potwory. Dlatego celem Kay będzie odnalezienie lekarstwa, tylko czym można wyleczyć samotność?

„Sea of Solitude”: grafika i data premiery


Jeżeli coś wyróżnia się „Sea of Solitude” od innych tytułów, to przepiękna cel-shadingowa grafika, która nadaje niesamowitego klimatu. Zwykle tego typu grafikę widzimy w tytułach stricte komiskowych (patrz: Studio Telltale Games), jednak w tym wypadku cel-shading połączony z niesamowitą stylistyką i modelami daje wrażenie obcowania ze sztuką najwyższej klasy. Niestety, na obcowanie z tą sztuką będziemy musieli jeszcze troszkę poczekać, bo premierę wstępnie wyznaczono na rok 2019. Nie podano jednak żadnego konkretnego okienka wydawniczego, więc powinniśmy spodziewać się „Sea of Solitude” raczej później niż wcześniej. Jednak po tym, co pokazują trailery, wydaje się, że warto poczekać choć chwilę dłużej.