Pokemon: Let's Go

czyli, jak łapać Pokémony tak, żeby nie zepsuć telewizora



„Pokémon” to marka, której chyba nie da się uśmiercić, a przynajmniej nie wydaje się, żeby traciła na popularności. Z całą pewnością sławę kieszonkowych potworków wywindowało wypuszczone w 2016 roku „Pokémon GO”. Nie dziwi więc, że firma Nindendo, która tworzy gry o Pikachu i spółce od połowy lat 90., zdecydowała się na wypuszczenie zupełnie nowego tytułu na swoją najnowszą konsolę. Wszakże Nintendo Switch nie może obejść się bez przynajmniej jednej gry o „Pokémonach”.

Wzorem tytułów wydawanych jeszcze na przenośnej konsolce „Game Boy”, Nintendo postanowiło stworzyć dwie niemal identyczne gry, które jednak różniły się od siebie pewnymi niuansami. Tak oto Nintendo zaprezentowało „Pokémon: Let’s Go, Pikachu” oraz „Pokémon: Let’s Go, Eevee”. Na samym początku wspominaliśmy, że tytuł może być podobny do gier z ery Game Boya, takich jak „Pokémon Red and Blue”. Nie jest to do końca prawda. Świat zaimplementowany w obu wersjach „Pokémon: Let’s Go” będzie opierał się na regionie Kanto, znanym między innymi z pierwszego sezonu serialu, ale zdecydowanie większy nacisk zostanie tym razem położony na eksplorację i łapanie kolejnych stworków. Warto wspomnieć, że choć „Pokémon: Let’s Go” to tytuł stworzony z myślą o jednym graczu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by ruszyć do regionu Kanto wspólnie ze znajomymi.

Coś dla casuali i starych wyjadaczy!



Pokémony wracają do swoich korzeni. Po raz kolejny odwiedzimy region Kanto, będziemy mogli pokonać mistrzów Pokémon, pośród których znajdą się między innymi Brock i Misty! Będziemy też polować na 151 klasycznych Pokémonów! No nie do końca wszystkie, ale o tym później. Ważne jest to, że „Pokémon Let’s Go, Pikachu!” i „Pokémon Let’s Go, Eevee!” są skierowane zarówno dla tych, którzy pamiętają czasy Game Boya, oryginalnego serialu i tazosów, jak i dla tych, którzy po raz pierwszy zamierzają skonfrontować się ze światem, w którym złapane stworki zmusza się do walki na arenach ku uciesze gawiedzi, aż któryś z nich straci przytomność.

Jednak najzabawniejszy wydaje się koncept łapania samych Pokémonów. Sam system wygląda identycznie, jak ten, który możecie znać z „Pokémon Go”. Na ekranie pojawia się stworek, a na nim kółko w konkretnym kolorze, które stale się pomniejsza. Im mniejsze kółko, tym większa szansa na złapanie danego Pokémona. Wskaźnikiem trudności jest również kolor wspomnianego kółka. Kolory od zielonego do czerwonego sygnalizują, jak bardzo problematyczny będzie napotkany delikwent. Pokémony możemy łapać na kilka sposobów. Jeżeli gracie w trybie przenośnym, to rzut wykonuje się, poruszając konsolką wprzód i wciskając przycisk A. Jeżeli jednak wolicie grać na kanapie przed dużym telewizorem, to do pełni szczęścia wystarczy Wam zaledwie jeden Joy-Con! Sterowanie, walka i rzut wykonuje się przy pomocy zaledwie jednego kontrolera. Radzimy założyć na niego pasek zaciskowy, co by któregoś razu nie cisnąć kontrolerem prosto w telewizor. Należy wspomnieć, że w prawym górnym rogu zawsze pojawia się informacja, o poziomie Pokémona i jego sile, dzięki temu szybo możemy zweryfikować, czy walka z przeciwnikiem jest warta zachodu.



Opisany system łapania Pokémonów będzie działał na wszystkie, poza trzema legendarnymi delikwentami. Mowa oczywiście o Zapdosie, Moltresie i Articuno! Kto wie, może z czasem do tego trio dołączy Mew albo Mewtwo? Zobaczymy. Nie będziemy więc walczyć z większością Pokémonów. Sytuacja zmieni się jednak, kiedy spotkamy pierwszych trenerów. Wtedy „Pokémon: Let’s Go” przeniesie się w tryb podobny to turowego RPG, jaki pamiętamy z poprzednich odsłon serii.

„Pokémon Go” a „Pokémon: Let’s Go”



Fakt, nazwa nie jest przypadkowa, a oba tytuły łączą się w bardzo ciekawy sposób. Pokémony, które zostały złapane w „Pokémon Go”, można przesłać do wersji na Switchu, co ma wzbogacić rozgrywkę. Pokémony te wylądują w specjalnym miejscu zwanym Go Park. Jeżeli jednak będziemy chcieli skorzystać z potworka, będziemy musieli ponownie go złapać. Należy też postępować z tym dość ostrożnie, gdyż Pokémon, który został przesłany na Switcha nie będzie mógł już powrócić do wersji mobilnej.

Różnice w wersjach gier



Tak, ta część przeraża wszystkich. Nowa gra istnieje w dwóch różnych wersjach, są to „Pokémon Let’s Go Pikachu!” i „Pokémon: Let’s Go Eevee!”. Kiedy się o tym dowiedzieliście, w Waszych głowach zapewne pojawiła się podobna myśl: „O nie! Czyli żeby móc zdobyć wszystkie oryginalne Pokémony, będę potrzebować dwóch różnych kopii gier?!”. Cóż, nie do końca. Pierwsza ważna rzecz to nazwa każdej wersji. W zależności od tego, którą wersję kupimy, taki Pokémon będzie nam towarzyszył w podróży. Oczywiście tego drugiego będziemy mogli złapać w trakcie rozgrywki, ale to Pokémon z okładki będzie podążał za naszym bohaterem w świecie gry.

Niestety, nie wszystkie Pokémony będą możliwe do złapania bezpośrednio w grze. Część z nich jest zarezerwowana dla konkretnej edycji gry. Na przykład Sandshrew, Oddish i Growlithe pojawią się tylko w „Pokémon: Let’s Go Pikachu!”, a Vulpix, Bellsprout i Meowth będą dostępne wyłącznie w „Pokémon: Let’s Go Evee!”. Jeżeli więc chcecie złapać je wszystkie, to będziecie musieli powymieniać się z posiadaczami kopii gry innej od tej, którą sami posiadacie.

Oprócz tego, towarzyszącego Wam Pokémona można nieco modyfikować. Mówimy tu wyłącznie o wyglądzie, bo umiejętności powinny rosnąć wraz ze zdobytymi punktami doświadczenia. Wasz Pikachu może otrzymać na przykład kurtkę, czapkę, fikuśną fryzurkę (błagam, nie róbcie mu tego) i wiele innych mniej lub bardziej zbędnych ciuchów.

Podsumowanie



„Pokémon: Let’s Go” zdecydowanie zwiastuje zmiany w doświadczaniu, jakie płynie z łapania klasycznych Pokémonów. Kiedy pojawił się serial, jedyne o czym myślało każde dziecko, to kiedy dostanie grę, która da mu wrażenie, jakby naprawdę był częścią tego magicznego świata. Musieliśmy czekać całymi latami, a wersje te nadeszły, gdy większość z nas dorosła. Najpierw pojawiło się „Pokémon Go”, a teraz przyszedł czas na „Pokémon: Let’s Go”. Do dziś gry opowiadające o kieszonkowych potworach udowadniają, że niezależnie od wieku, zawsze chętnie sięgniemy po dobra grę zakorzenioną w naszej nostalgii.

Na koniec warto wspomnieć, że gra ukaże się w kilku różnych wersjach. Po pierwsze, możecie oczywiście kupić samą grę w wersji „Pokémon: Let’s Go Pikachu!” lub „Pokémon: Let’s Go Eevee!”. Oprócz tego, oba rodzaje gier istnieją w edycji ze specjalnym Joy-Conem w kształcie Pokéballa. Zapowiedziano również limitowany bundle gry z konsolą Nintendo Switch, nie wiadomo jednak, czy zestaw ten w ogóle trafi na polski rynek. Na szczęście zarówno samą grę, jak i wersję z Pokéballem możecie zamówić już dziś na cdp.pl! ;D

Assassin’s Creed Odyssey