Devil May Cry 5

czyli rodzinka białowłosych łowców demonów powraca



Devil May Cry 5




Jak narodził się Dante?


Seria „Devil May Cry”, czy po prostu „DMC”, to bardzo specyficzne twory, wokół których skupiła się gigantyczna rzesza fanów na całym świecie. A wiecie, co jest najlepsze? To, że pomysł na pierwsze „Devil May Cry” zrodził się niejako przez przypadek! Tak naprawdę w tamtym czasie nic nie wskazywało, że dostaniemy jedną z pierwszych gier, które później głośno okrzyknięto mianem slasherów. Gry z tego gatunku istniały co prawda wcześniej, ale to właśnie „Devil May Cry” zmienił ich postrzeganie i ustanowił wiele mechanik, które stały się kultowe. Developerzy z wewnętrznego studia firmy Capcom pracowali sobie w najlepsze nad czwartą częścią ich flagowej marki, czyli „Resident Evil”, kiedy nagle wszyscy zgodnie stwierdzili, że proces twórczy poszedł w zupełnie innym kierunku niż początkowo zakładali.

Jeżeli pamiętacie czasy oryginalnej trylogii „Resident Evil”, to wiecie, że po „Resident Evil 3: Nemesis” fani mieli już absolutnie dość przestarzałej formuły. Na tym etapie gra była nazywana survival horrorem tylko dlatego, że sterowanie było potworne i głównie na tym polegała cała trudność rozgrywki. Nic więc dziwnego, że wraz z transferem z konsoli PlayStation na PlayStation 2 developerzy z Capcomu pragnęli zapewnić graczom zupełnie nowe i świeże doświadczenie. Wszystko zaczęło się około roku 1999, kiedy ruszyły pracę nad „Resident Evil 4”. Wtedy też powstał pierwszy scenariusz, a producent i legendarny twórca gier Shinji Mikami dał developerom zielone światło. Założenie było proste: miała to być szybka i angażująca gra akcji, która tym razem skupiałaby się na walce bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Głównym bohaterem miał być gość o imieniu Tony, który posiada biotyczne wszczepy, dające mu nadludzkie możliwości.

Tutaj też pojawiła się pierwsza duża zmiana, która zmieniła zarówno serię „Rezi”, jak i miała gigantyczny wpływ na rozgrywkę zaimplementowaną w pierwszym „DMC”. Tak zwana fixed camera w tym przypadku nie działała byt dobrze i na dodatek odbierała rozgrywce poczucie dynamiki. Reżyser gry stwierdził nawet, że oglądamy pod takim kątem bohater nie wydaje się być dostatecznie fajny i bohaterski. W obu tytułach znalazła się więc dynamiczna kamera ustawiona głównie za plecami protagonisty. Jednak, choć cały projekt nabierał rumieńców, Shinji Mikami twierdził, że stylistyka za bardzo odsunęła się od korzeni serii „Resident Evil”. Zamiast anulować projekt, przekonał on resztę developerów, że tytuł powinien powstać, ale powinien otrzymać też swoją własną tożsamość. Tak oto narodziło się pierwsze „Devil May Cry” i tak też Tony zmienił imię na Dante. Trzeba przyznać, że mieli niemałego farta, ale dzięki temu dostaliśmy dwa rewolucyjne tytuły, które do dziś są pamiętane i pomimo lat otrzymują kolejne reedycje.

Upadek serii, który nie był upadkiem


Zanim przejdziemy do omówienia informacji, które udało nam się zebrać o nadchodzącym „Devil May Cry 5”, musimy oczywiście wspomnieć o kości niezgody, która w 2013 roku podzieliła fandom. Mowa oczywiście o reboocie serii, czyli „DMC: Devil May Cry”. Z nieznanych nikomu powodów, Capcom zamiast zlecić stworzenie najnowszej części przygód Dantego wewnętrznemu studiu, tak jak robili to zawsze, postanowili zlecić produkcję studiu Team Ninja. Nie ma w tym co prawda nic złego, bo do dziś jest to znane i lubiane studio, które wcześniej zajmowało się między innymi markami „Dead or Alive” i „Ninja Gaiden”, wiadomo więc było, że znają się oni na swojej robocie. Popełnili więc „DMC: Devil May Cry”, jednak postanowili podejść do tematu od zupełnie innej strony.

Developerzy z Team Ninja pozbyli się niemal wszystkiego, co znali fani poprzednich odsłon, co bardzo mocno wpłynęło na odbiór gry. Większość recenzentów zgodnie stwierdziła, że podejście jest ciekawe, rozgrywka angażująca nie mniej niż w poprzedniczkach, a fabuła wnosiła coś nowego. Mimo tego, developerom oprócz dobrej gry udało się jednocześnie odstraszyć dotychczasowy fanbase. Jak to się stało? Otóż problem leżał w charakterach i designach bohaterów. Przez lata fani zdążyli się przyzwyczaić do wyglądu i charakteru Dantego. Pamiętamy go jako wiecznie poszukującego kolejnych wyzwań pizzożercę o niewyparzonym języku. Był jednak postacią pozytywną, której poczynania śledziło się z niekłamaną przyjemnością. Nowy Dante okazał się jednak zwykłym emo dupkiem, którego mieliśmy chęć sami jak najszybciej posłać do grobu. Wbrew pozorom, bohaterowie obu wersji są do siebie podobni, jednak nowi developerzy całkowicie minęli się z celem, przesuwając całkowicie ciężar poszczególnych cech charakteru. Niestety, Dante nie był jedynym bohaterem potraktowanym w ten sposób.



„Devil May Cry 5”, czyli powrót do kanonu


Tegoroczne E3 absolutnie zamiotło graczami i rzuciło ich na kolana. Chyba nigdy wcześniej nie widzieliśmy takiego natłoku zapowiedzi gier, w które chcielibyśmy zagrać. Na samą myśl o tym, że z czegoś będziemy musieli zrezygnować, sprawia, że chcielibyśmy, żeby doba trwała 48 godzin. Pierwszym uderzeniem zarąbistości była konferencja firmy Microsoft i to właśnie tam pojawiła się pierwsza zapowiedź i trailer „Devil May Cry 5”. Dante i Nero, czyli protagoniści „Devil May Cry 4”, powracają w Super Szałowym Stylu (wiemy, że tłumaczenie tej ikonicznej oceny kaleczy oczy i uszy) i wyglądają lepiej niż kiedykolwiek. Przynajmniej graficznie, bo Dantemu przybyło, zdaje się, parę latek i powinien ogolić tę szczecinę widoczną na zwiastunie. Jednak poza tym „DMC 5” zapowiada się absolutnie miażdżąco! Dobra, więc co wiemy o piątej odsłonie diabłów, które mogą płakać?

„Devil May Cry 5” – czas, setting i potencjalna fabuła


Nie musimy chyba mówić, że ponieważ „DMC 5” zostało zapowiedziane stosunkowo niedawno, informacji na temat gry jest tyle, co towarów na sklepowej półce za komuny. Niby coś wyskrobiesz, ale konkretów brak – słowem, informacje o nowym „Devil May Cry” są towarem raczej deficytowym. Wiemy jednak, że akcja najnowszej części będzie rozgrywała się kilka lat po zakończeniu wydarzeń z „Devil May Cry 4”. Nero dołączył do biznesu i stał się łowcą demonów na etacie (swoją drogą ciekawe, jakie w takim zawodzie płaci się składki ubezpieczeniowe) i podróżuje przez kraj swoim vanem, na którym widnieje niebieski neon agencji Dantego, czyli „Devil May Cry”.

Akcja gry ma rozgrywać się w Red Grave City i choć to tylko plotki, fabuła może w dużej mierze skupiać się na znanym z poprzedniej części demonicznym ramieniu głównego bohatera. Widzicie, w trailerze Nero traci rękę w walce z tajemniczą zakapturzoną postacią, która zdaje się służyć za głównego antagonistę (miejmy nadzieję, że to Vergil). Nie ma jednak tego złego, bo nowa towarzyszka Nero, będąca jednocześnie inżynierem agencji, naprędce montuje mu przekokszoną mechaniczną protezę, na kształt tej, jaką w „Metal Gear Solid V: The Phantom Pain” miał Venom Snake. Brzmi jak narzędzie, które uczyni gameplay jeszcze lepszym niż dotychczas. Warto wspomnieć, że jego ramię, czyli tak zwany „Devil Bringer”, był manifestacją jego demonicznej natury. To oczywiście tylko teoria, ale developerzy nie umieściliby tego w trailerze, gdyby z fabularnego punktu widzenia było to nieistotne.

„DMC 5” – gameplay i grafika


Zwiastun „Devil May Cry wygląda absolutnie oszałamiająco i wszystko sprawia wrażenie, jakby gra miała gwarantować konkretny skok generacyjny. W jednym z wywiadów twórcy przyznali, że tym razem, zamiast iść w grafikę stylizowaną, zależy im na fotorealizmie. Cóż, zważywszy na to, ile juchy lało się w poprzednich częściach, rozumiemy, co skłoniło twórców do nałożenia na swój tytuł restrykcji wiekowej 18+. Niestety, nie widzieliśmy, jak wygląda gameplay, więc nie powinniśmy zakładać, że na premierę gra będzie wyglądała tak samo dobrze jak zwiastun, ale nadzieję zawsze można mieć. Nawet jeżeli ludzie twierdzą, że jest ona matką głupich.

Nie bardzo wiemy, czego oczekiwać od samej rozgrywki, ale trudno nam sobie wyobrazić, żeby ogólny feeling walki różnił się od tego, czego mieliśmy niewątpliwą przyjemność doświadczyć w poprzednich częściach. Pojawi się więc zapewne wykręcanie superdługich combosów, będziemy oceniani literkami za każdą jedną zadaną śmierć, a wszystko to przełoży się na ogólną ocenę za misję. Z całą pewnością ważną rolę w kwestii rozgrywki odegra nowe mechaniczne ramię Nero, ale w sumie każda część oprócz klasyków oferowała szereg oryginalnych i niepowtarzalnych narzędzi do zabijania. Czy więc na pewno można mówić o tym w kategorii nowinki? To zależy od punktu widzenia. Nowinką za to na pewno jest zupełnie nowe podejście do kreacji świata. Uspokajamy, „Devil May Cry 5” nie stanie się nagle grą typu open-world, nie pójdzie nawet w kierunku światów tworzonych na potrzeby serii Souls-borne. Developerzy zaznaczają, że chcąc dać graczom więcej przestrzeni i zapewnić nową jakość gry, postanowili otworzyć nieco projektowane lokacje. Wydaje się więc, że idąc tropem poprzednich części, całość będzie doświadczeniem raczej liniowym, ale poszczególne huby nie będą tylko jednorazowymi planszami do spuszczania łomotu demonom. Data premiery:

Oto wszystko, co wiemy o nadchodzącym „DMC 5”. Nie jest tego może wiele, ale kolejne informacje spłyną do nas zapewne przy okazji zbliżającej się imprezy Gamescom. Do tego czasu nie pozostało nam nic innego, jak tylko czekać. Choć może nadszedł odpowiedni moment, żeby ponownie ograć poprzednie odsłony? W końcu „Devil May Cry: HD Collection” ukazał się właśnie na PS4 i Xbox One.