Death Stranding PS4

czyli, jak artysta uciekł z tonącego okrętu



Death Stranding


Każdy, kto kiedykolwiek słyszał o firmie Konami, kojarzy ją zapewne jako jednego z dawnych hegemonów branży gier komputerowych. W końcu to firma, która wypuszczała na rynek konsol takie marki jak „Contra”, „Castlevania”, „Silent Hill”, „Zone of the Enders”, „Pro Evolution Soccer” czy wreszcie seria „Metal Gear”. Jednocześnie każdy, kto zagłębiał się w temat, nie może opędzić się od wrażenia, że od wielu lat firma schodzi na psy i alienuje swoich dawnych fanów, zachowując się, jakby ci mieli nigdy nie odejść. Cóż, wszystko zmieniło się ostatecznie w 2015 roku, kiedy z Konami po ponad ćwierćwieczu współpracy rozstał się Hideo Kojima, czyli człowiek kojarzony jako ojciec serii „Metal Gear Solid” i jedna z najważniejszych postaci świata gier. Tego dnia Konami upadło na kolana i z każdym kolejnym desperackim ruchem pokazuje, że zawsze była tylko i wyłącznie korporacją, którą cieszyło nie tyle uznanie graczy, co raczej zawartość ich portfeli. Ze zwolnieniem Kojimy pokryło się całkowite anulowanie projektu „P.T.”, który miał zwiastować długo oczekiwane powstanie gry „Silent Hills”. Następnie fani zostali zaskoczeni pięknym trailerem „Metal Gear Solid 3: Snake Eater” w zupełnie nowej oprawie graficznej, który na początku dawał nadzieję na remake klasyku sprzed lat, a okazał się tylko przeniesieniem ukochanej przez miliony marki na automaty pachinko. Natomiast niedawno studio wypuściło na rynek „Metal Gear Survive”, czyli sieciowy tytuł będący mieszanką survivalu oraz gier typu action-adventure. Mimo początkowo przyjemnej rozgrywki tytuł ostatecznie został skrytykowany przez graczy między innymi za wyskakujące wszędzie mikropłatności. Tak oto hegemon upada, jednak nie piszemy tego z powodu jakiejkolwiek nienawiści do Konami, gdyż życzymy Japończykom jak najlepiej i wciąż mamy nadzieję, że uda im się podnieść z kolan i odzyskać miłość, którą niegdyś ich darzyliśmy. Może w dobie wszechobecnych remake’ów czas ożywić dawne serie!

Konami, jeżeli to czytacie, prosimy o remake pierwszego „Silent Hill” z prawdziwego zdarzenia. Kto jak to, ale wy macie wielki potencjał, by rozbudzić nostalgię w sercach tych, którzy wychowywali się na waszych grach! ;)

Hideo Kojima – czyli szalony artysta pozbawiony nadzoru


Tymczasem Kojima poszedł na swoje, założył własne studio o nazwie Kojima Productions i podjął bezpośrednią współpracę z firmą Sony jako first-party developer. Niedługo potem otrzymaliśmy pierwszy trailer do ich debiutanckiego tytułu „Death Stranding . W nim widzieliśmy leżące na plaży stada martwych wielorybów i nagiego, niemal płaczącego Normana Reedusa (fanki serialu „The Walking Dead” musiały być wniebowzięte), trzymającego noworodka, który po chwili znika. Całość była bardzo artystyczna, bardzo postmodernistyczna, bardzo meta i przede wszystkim bardzo dziwna. Nie od dziś wiadomo, że Hideo Kojima lubi opowiadać trudne historie, używając absurdalnych środków artystycznych. To mieszanka obsesyjnego wręcz podejścia do szczegółów, z najbardziej nieprawdopodobnymi historiami, jakie widział świat. Po tym krótkim opisie można spokojnie stwierdzić, że Hideo Kojima to doktor Frankenstein świata gier komputerowych. Nic więc dziwnego, że gracze, którzy kiedykolwiek mieli styczność z serią „Metal Gear Soild”, albo ten cykl kochają, albo go nienawidzą. Jednak wielu zastanawia jedna bardzo prosta kwestia: czy bez przysłowiowego bata nad głową Kojima nie posunie się w swoim szaleństwie zbyt daleko? Podobne wątpliwości pojawiły się przy okazji wypuszczenia drugiego zwiastuna, w którym pojawił się aktor Mads Mikkelsen i słynny hollywoodzki reżyser Guillermo del Toro. Trailer utrzymywał zupełnie inny ton od tego, co widzieliśmy w poprzednim. Nie od dziś wiadomo też, że Kojima-san lubi pogrywać sobie z fanami, dlatego w trailerach umieszcza smaczki i fragmenty informacji, które pozwalają fanom na tworzenie kolejnych teorii spiskowych, o czym właściwie będzie „Death Stranding”. Jednak przez długi czas nie wiedzieliśmy o „Death Stranding” absolutnie nic. I mimo udostępniania kolejnych szczątkowych informacji, aż do E3 2018 wiedzieliśmy bardzo niewiele. Czy tegoroczna konferencja Sony rozjaśniła nieco tematykę „Death Stranding”?



„Death Stranding” – czyli ewolucja od Sapiensa do Ludensa


No, nie bardzo, dlatego też artykuł ten będzie zbiorem wszystkiego, co wiemy o zbliżającym się powoli debiucie Kojima Productions. Tegoroczne E3 przyniosły co prawda zupełnie nowy trailer, zawierający fragmenty czegoś, co można by nazwać elementami gameplayu, jednak chyba każdy zgodzi się, że „Death Stranding” pozostaje tak samo enigmatyczne, jak było przed targami w Los Angeles. Zacznijmy więc od samego początku. Czym jest „Death Stranding”?

Na początek należy chyba powiedzieć, że od samego początku Hideo określa „Death Stranding” jako zupełnie nową jakość w historii gier komputerowych. Połączenie fabuły i gameplayu ma zapewnić sposób prowadzenia narracji, jakiego gracze nie mieli jeszcze okazji doświadczyć. Cóż, wiemy, jak dziwnie brzmią te słowa, ale znając zamiłowanie reżysera do używania meta-narracyjnych odniesień, wszystko zdaje się mocno wpisywać w etos zawarty na stronie Kojima Productions, głoszący, że człowiek z Homo Sapiens ewoluował w nowy gatunek, czyli Homo Ludens („człowiek bawiący się”). Tak, zdajemy sobie sprawę z tego, że całość brzmi co najmniej skomplikowanie, ale zdaje się, że głównym celem autora jest ustanowienie nowego połączenia między grą a jej odbiorcą. Czyżby Kojima chciał uczynić z nas część samej gry? Cóż, to tylko domysły i nie dowiemy się, póki nie zagramy. Przejdźmy więc do konkretów.

Jak wygląda „Death Stranding”?


Wszystkie trailery, które jak dotąd przyszło nam oglądać, były rzekomo odtworzone z konsoli PS4, co jest bardzo zaskakujące, zważywszy na to, jak dobrze rzeczone zwiastuny wyglądały. Profesjonalnie wykonany i pełen detali motion capture robią naprawdę piorunujące wrażenie. Oczywiście całość wyglądała dość dziwacznie i raczej stawiała pytania zamiast udzielać jakichkolwiek odpowiedzi. Trzeba jednak przyznać, że od strony graficznej „Death Stranding” prezentuje się wręcz wyśmienicie. Kojima Productions podjęła się bliskiej współpracy z developerem Guerilla Games, czyli twórcami między innymi serii „Killzone” i niedawnego hitu „Horizon Zero Dawn”. Zapytacie, jak blisko pracują obie firmy? Na tyle, by developerzy z Guerilla udostępnili Kojimie kod źródłowy do opracowanego przez siebie silnika graficznego. Ale to chyba nic dziwnego, gdyż obie firmy są developerami first-party pod skrzydłami Sony. „Death Stranding” będzie więc działał na silniku Decima Engine, podobnie jak „Horizon: Zero Dawn”.

Jaki to gatunek i jak będzie się w to grało?


Cóż, tutaj ponownie nie wiemy zbyt wiele, ale parę rzeczy możemy wydedukować z trailera pokazanego podczas tegorocznych targów E3 oraz wypowiedzi reżysera podczas różnych wywiadów. Podczas jednego z wywiadów z PlayStation Blog Kojima zdradził nieco informacji. Wiemy więc, że „Death Stranding” będzie miał otwarty świat, a gracze dostaną mnóstwo swobody. Czy oznacza to, że od samego początku będziemy mogli pójść tam, gdzie chcemy? Miejmy nadzieję!

Kojima obiecuje także zupełnie nowe podejście do mechaniki śmierci i zdaje się dekonstruować mind-set, jaki wykształcił się przez ponad 40 lat rozwoju elektronicznej rozrywki. Jak sam mówił w wywiadzie dla serwisu IGN: „Gry zaczęły swoje życie od automatów arcade. Kiedy gracz umiera, następuje permanentny koniec. Możesz kontynuować i powrócić do pewnego momentu przed śmiercią. Możesz więc umrzeć tyle razy, ile chcesz, ale zawsze cofasz się nieco w czasie do momentu przed śmiercią. To mechanika zaprojektowana specjalnie do wrzucania kolejnych żetonów i od tego czasu nie została zmieniona.” Co oznacza to dla „Death Stranding”? Najwyraźniej w tym przypadku zgon ma być ważnym elementem samego doświadczenia. Nie będzie to tylko ekran typu „Game Over” lub „You Died”, ale raczej coś, co będzie niosło ze sobą jakieś konsekwencje. Każdy zgon przeniesie nas do świata, który roboczo nazwijmy „czyśćcem”, a który będziemy mogli swobodnie eksplorować przed powrotem do swojego ciała. W przeciwieństwie do innych gier, w „Death Stranding” śmierć nie będzie Więc groźbą wyrwania z immersji, a częścią właściwej rozgrywki, zintegrowaną również pod względem narracyjnym. Brzmi to absolutnie surrealistycznie i nie możemy się doczekać, aż sami będziemy mogli tego doświadczyć!

Trailer z E3 pokazuje fragment gameplayu z nieco innej strony. Głównym bohaterem będzie Sam grany przez Normana Reedusa. Z tego co nam wiadomo, Sam jest futurystycznym kurierem. Nie wiemy, czy pracuje akurat w którejś z większych firm kurierskich, ale tak samo zdaje się parać dostarczaniem różnych pakunków (niektóre są przedziwne, na przykład ten w kształcie ludzkiego ciała zawiniętego niczym mumia). Można więc wydedukować, że oprócz elementu akcji zapowiedzianego przez Hideo Kojimę, w grze mogą pojawić się elementy skradanki. W ogóle pokazane ujęcia dość mocno przypominają sterowanie rodem z „Metal Gear Solid 5: The Phantom Pain”, nie sądzicie?

Data premiery i garść informacji


Jak sami widzicie, „Death Stranding”, mimo czterech upublicznionych trailerów, to dalej pomieszanie z poplątaniem i zdaje się, że właśnie tego chcieli sami autorzy. Dzięki temu oni mogą w spokoju przygotowywać coś specjalnego, a gracze, zamiast narzekać, są zajęci analizowaniem każdej pojedynczej klatki, licząc na stworzenie nowej i niepowtarzalnej teorii, która potwierdzi się w dniu premiery. Swoją drogą data premiery ani żaden dokładny przedział wyznaczony dla premiery „Death Stranding” nie zostały jeszcze ogłoszone. Kojima Productions za pośrednictwem Tweetera przekazali informację, że mają wyznaczony przewidywany okres wydawniczy, bo na podstawie tego musieli ustalić budżet. Jednak na pytania o konkretniejsze terminy odpowiedzieli tylko, że przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio. Najbezpieczniej będzie więc celować dopiero w rok 2020 lub koniec 2019. Kto wie, może ostatecznie „Death Stranding” ma stać się tytułem międzygeneracyjnym, który ukaże się na PS4, ale będzie też system-sellerem dla przewidywanego na 2020 rok PlayStation 5? Jak zwykle, nie wiemy! Wiemy natomiast, że niedawno do składu aktorskiego dołączyły takie osobistości jak Emily O’Brien i Troy Baker.