Days Gone

czyli jak długo można utrzymywać hype?



Days Gone


Konferencja Sony na targach E3 2016 zakończyła się krótkim trailerem, a raczej teaserem tworu, który dziś nosi dumne imię „Days Gone”. Wiedzieliśmy wtedy naprawdę niewiele, ale po zobaczeniu hord zombie wysypujących się przez drzwi, hype w głowach fanów wzrósł jak dziki i niemal wszyscy z miejsca stwierdzili, że będzie to najlepsza gra o biegających zwłokach, jaką widział świat. Odważne stwierdzenie, zwłaszcza że tytuł króla gier o takiej tematyce od lat należy do „The Last of Us”, a druga część przygód Ellie od studia Naughty Dog cały czas jest na etapie produkcji. Jednak w przeciwieństwie do innych tego typu gier, „Days Gone” dało się poznać jako tytuł o naprawdę sporym rozmachu i prezentującym całkiem oryginalne rozwiązania i mechaniki. Niestety, po pierwszym trailerze wszystkie głosy dochodzące ze studia SIE Bend Studio ucichły, a nam pozostało obejść się smakiem i cierpliwie czekać na kolejne informacje. Z czasem dostaliśmy nieco więcej info, ale na prawdziwą bombę i konkrety przyszło nam czekać do roku 2018. Gra wygląda świetnie i naprawdę może być gamechangerem na rynku elektronicznej rozrywki i tytułem, który może dołożyć swoje trzy grosze do sprzedaży konsol PS4 w ostatniej fazie jej żywotności przed spodziewanym ogłoszeniem prac nad konsolą PlayStation 5. Gra wygląda lepiej niż kiedykolwiek, a premiera została zapowiedziana na 22 lutego 2019 roku. Zanim to jednak nastąpi, przyjrzyjmy się dokładniej najmłodszemu dziecku ojców serii „Syphon Filter”.

O czym jest „Days Gone”?


Każdy przyzna, że tematyka apokalipsy zombie to w branży gier koncept co najmniej znacząco eksploatowany, żeby nie powiedzieć konkretnie nadużywany. Wystarczy przypomnieć sobie, że seria „Resident Evil” zdobyła swoją sławę i rzesze oddanych fanów jeszcze w latach 90. Od tego czasu minęło z grubsza dwadzieścia lat i wróciliśmy do punktu, w którym gracze zachwycają się survival-horrorami z perspektywy trzeciej osoby. Przez podobieństwo koncepcji i podstawowych mechanik trudno uniknąć porównywania „Days Gone” do takiego „The Last of Us”. Całe szczęście „Days Gone” oferuje wystarczającą liczbę unikalnych elementów, by nie utonąć w gąszczu generycznych gier o zombie. Jakie będzie więc „Days Gone”?

Po pierwsze „Days Gone” będzie miało strukturę open-world. Tak, wiemy, że to niby nic nowego, ale spróbujcie podać jeden przykład dobrze zbudowanego otwartego świata w grach o zombie („Red Dead Redemption: Undead Nightmare” i „Dying Light” się nie liczą! ). Z racji tego, że główny bohater jeździ na motorze, „Days Gone” może zaprezentować otwarty świat w skali, jakiej dotąd nie widzieliśmy. Inną zdaje się też być struktura i rytm, w jakim funkcjonuje przedstawiony świat. Gry o nieumarłych zwłokach są przeważnie wypełnione rzeczonymi zwłokami aż pod sam sufit i chyba nigdy nie mieliśmy okazji obserwować przerażającej pustki i dzikiej natury odradzającego się świata. „Days Gone” wydaje się tytułem, który kładzie nacisk na sam świat, a nie mówi tylko: „ups… 80% ludzi to teraz spacerujące zwłoki. Weź je wszystkie zabij, bo w sumie dlaczego nie?”. Warto zwrócić też uwagę na to, że nowymi władcami świata są tu gangi motocyklowe, a więc ludzie! YASS! Tak rzadko zdarza się, by w grach o zombie potwory były tylko częścią otaczającego nas świata, a prawdziwe zagrożenie przychodzi ze strony ludzi. Przeważnie jest też tak, że naraz walczymy albo z jednymi, albo z drugimi. Na szczęście nie w „Days Gone”, bo tutaj rozwiązano to w sposób iście strategiczny. Oczywiście nie zawsze będziemy mogli to zrobić, ale raz na jakiś czas będziemy mogli napuścić jedną grupę na drugą. Więc zamiast włamywać się do obozu wrogiego gangu i próbować wymordować wszystkich, podejmując ryzyko łatwej śmierci, może warto wykorzystać szwendające się przed główną bramą Freakersy i sprawić, by dwie frakcje powybijały się nawzajem? Później, przed rozpoczęciem szabrowania, wystarczy pozbyć się niedobitków. Sprytne, prawda?

Głównym bohaterem „Days Gone” jest Deacon St. John, motocyklista, któremu większość postapokaliptycznego życia upłynęło na pracy najemnika. Z początku wydaje się, że Deacon jest postacią, której jedynym celem jest walka o przetrwanie, jednak szybko dowiadujemy się, że przepełniony żądzą zemsty, poszukuje ludzi odpowiedzialnych za śmierć jego ukochanej. Nie mamy pewności, co stało się dziewczynie, ale dostępne trailery sugerują, że Phoebe padła ofiarą ataku Freakerów.

„Days Gone” – przeciwnicy


Mimo że premiera zbliża się wielkimi krokami, dalej nie wiemy, czy gra będzie miała jakiegoś wyraźnego antagonistę. Gra toczy się na dwa lata po pandemii, która zmienia ludzi w bezmyślne potwory znane jako Freakers. Zarażają, są szybkie, groźne i zdecydowanie trudne do zabicia. Na domiar złego zdają się poruszać w dużych hordach, więc bez planu lepiej nie angażować się w bezpośrednie starcia. Z drugiej strony, świat zewnętrzny opanowany jest przez motocyklowe gangi, z którymi nie raz i nie dwa przyjdzie się nam zmierzyć. Żeby nie było, St. John również jest członkiem gangu i wydaje się, że swojej samozwańczej misji podjął się za plecami swoich braci. Czy to oznacza, że i oni mogą ostatecznie okazać się naszymi wrogami? Nie wiadomo, ale w jednym z trailerów Deacon używa stwierdzenia „brotherhood used to mean something”, więc może okazać się, że główny bohater ma ze swoimi dawnymi kumplami na pieńku. Na swojej drodze ku zemście Deacon jest więc całkiem sam, dlatego też wydaje się, że choć będziemy mogli angażować się w starcia z dużymi liczbami przeciwników, „Days Gone” będzie raczej nagradzało graczy, którzy potrafią się skradać i kreatywnie wykorzystywać swoje otoczenie. Brzmi naprawdę oryginalnie i w końcu będziemy mogli powiedzieć, że świat jest naszą bronią. Oczywiście, „Days Gone” jest również promowana jako gra z gatunku action-adventure, więc z całą pewnością przyjdzie nam własnoręcznie wyrzynać całe armie przeciwników, ale raczej przy okazji napotkania na swojej drodze karabinu obrotowego lub reklamówki granatów. Nie radzimy porywać się na wysypującą się z domu hordę Freakersów z pistoletem i nożem.



„Days Gone” – gameplay


Rozgrywka w „Days Gone” zdaje się podążać typowym dla tego gatunku założeniom. Tutaj poczucie akcji i zaangażowanie rodzi się z survivalu. Będziemy więc zarządzać bardzo ograniczonymi zasobami i uciekali lub walczyli z zastępami zombie. Oczywiście, jak to bywa w grach postapokaliptycznych, musi pojawić się system craftingu. Deacon będzie więc zbierał całą masę szmelcu, z którego wykona artykuły codziennego użytku, takie jak między innymi apteczki, koktajle mołotowa i broń biała produkcji chałupniczej. Brzmi nieźle!

W „Days Gone” pojawi się też system dynamicznej pogody. Zdaje się jednak, że nie doświadczymy tylko zjawisk takich jak dzień, noc, słońce i deszcz, ale całych pór roku. Zmieniające się warunki pogodowe będą miały bardzo duży wpływ na zachowanie przeciwników. Na przykład Freakery mogą być bardziej aktywne w nocy, ale zdecydowanie mniej groźne w przypadku opadu śniegu i niskich temperatur.

Nieodłącznym kompanem Deacona będzie jego motocykl. Maszyna służyć nam będzie nie tylko jako niezawodny środek transportu, ale przede wszystkim jako dostęp do głównego inwentarza, bowiem czego nie możemy nosić przy sobie, znajdzie się właśnie tam. Zapewne w miarę rozwoju rozgrywki motor będzie można ulepszać. Dużo mówi się o kolcach przy kołach, odpornych na przebicia oponach i innych gadżetach rodem z piekła, ale zaznaczamy, że na razie to tylko plotki.

„Days Gone” – data premiery


Trzeba przyznać, że „Days Gone” zapowiada się naprawdę wyśmienicie i z dumą będzie prezentowało nadchodzącą armię gier ekskluzywnych na konsolę PlayStation. Do 22 lutego 2019 roku pozostało co prawda trochę czasu, ale z tego, co pokazało nam studio Bend, wynika, że warto było czekać.