Call of Duty: Black Ops IV

Wojna nigdy się nie zmienia..., ale Call of Duty owszem!



Call of Duty: Black Ops IV


Kolejny rok i kolejne „Call of Duty”! Jednak tym razem czekają nas duże zmiany w stosunku do ostatnich nastu lat. O „Call of Duty: Black Ops 4” wiemy od dawna, choć szczegóły związane z najnowszym dziełem studia Treyarch pozostawały tajemnicą. Wokół nowej odsłony ukochanego dziecka firmy Activision pojawił się spory szum, jednak nie wszystkie głosy mają pozytywny wydźwięk. Zanim jednak przejdziemy do „Black Opsa”, przypomnijmy sobie, czym jak dotąd stała seria „Call of Duty”, aby lepiej zrozumieć skalę zachodzących w niej zmian.

Seria, która odmieniła FPS’y!


Nie od dziś wiadomo, że jeżeli jest jakaś seria, która prawdziwie zrewolucjonizowała first person shootery do formy, którą znamy dzisiaj, to serią tą na pewno jest „Call of Duty”! To nie tylko jedna z najpopularniejszych, ale przede wszystkim jedna z najważniejszych serii strzelanin, jakie kiedykolwiek gościły na ekranach naszych telewizorów i monitorów. To cykl, który wręcz zamordował swojego największego rywala, jakim była wcześniej seria „Medal of Honor” i na dłuższą metę konkuruje tylko ze świetną serią „Battlefield”.

Jednak czym właściwie cechuje się „Call of Duty”? Po pierwsze, jest to jedna z niewielu marek, która na przestrzeni ostatnich kilku lat tak chętnie zmieniała setting kolejnych tytułów. Pierwsze trzy części to klasyczne podejście do tematu drugiej wojny światowej, co w tamtym czasie było niemal wyznacznikiem gatunku FPS. Jeżeli nie zabijaliśmy wraży potworów („Doom”, „Quake”, „Return to Castle: Wolfenstein”), to zabieraliśmy się za własnoręczne pokonanie nazistów. Ta tematyka w końcu musiała się wyczerpać, zwłaszcza że twórcy i developerzy męczyli ten okres historyczny aż nadto, dając nam podobne tytuły, ale na przykład prezentując konflikt z perspektywy sowieckiego żołnierza („Call of Duty: Finest Hour”). Wtedy właśnie narodziła się nowa formuła dla serii, a na ekranach naszych komputerów błysnął podtytuł „Modern Warfare”. Nowoczesne konflikty były wtedy tematyką, za którą żadne duże studia nie chciały się raczej zabrać. Z perspektywy czasu wydaje się to wręcz zabawne, bo dziś „Call of Duty 4: Modern Warfare” jest przez wielu uważany na najlepszą grę serii. To właśnie ona zrodziła motywy, które w kolejnych częściach będą bezwstydnie eksploatowane. Bardzo ważnym elementem był zawsze multiplayer, który miał być konkurencyjny względem serii „Battlefield”, która w większości swoich tytułów już dawno porzuciła kampanię fabularną na rzecz doświadczenia multiplayerowego. Multik w „CoD-ach” zawsze był na wysokim poziomie, ale zważywszy na częstotliwość wydawania kolejnych gier, żywotność trybu wieloosobowego zawsze była dużo krótsza w porównaniu z którąkolwiek częścią „Battlefielda”.



Celem strzelanin zawsze było nadanie filmowego poczucia, swego czasu za najlepszą tego typu scenę uważano lądowanie na plaży Normandii w „Medal of Honor: Allied Assault”. Cóż, dziś, w porównaniu z jej pierwowzorem ukazanym w „Call of Duty: WWII”, ta pierwsza scenka, która kiedyś paliła nasze komputery osobiste, dziś wzbudza tylko uśmiech politowania. Ogólnie częste zmienianie settingu i masa oskryptowanych scen to coś, od czego seria „CoD” nigdy nie mogła się wyswobodzić. I w sumie nie miała po co! Prawdą jest, że część graczy narzekała, bo przez przyłożenie większej uwagi do filmowości doświadczenia gry starczały na nie więcej niż sześć do siedmiu godzin zabawy, ale sprzedaż kolejnych tytułów i tak wznosiła się pod niebo. Popularność cyklu zawsze była tak wysoka, że wydawanie kolejnej odsłony co rok stało się swego rodzaju tradycją, ale i amunicją dla śmieszków, którzy niebezpodstawnie twierdzili, że Activision, każe swoim developerom odgrzewać tego samego kotleta i sprzedawać go w nowym opakowaniu. W końcu przeszliśmy od drugiej wojny światowej, przez nowoczesne konflikty i misje wywiadowcze, aż zaszliśmy do dalekiej przyszłości, w której nosimy egzoszkielety bądź walczymy z rebeliantami w kosmosie. No… daleka droga od walki z nazistami.

Co wiemy o Black Ops 4?


Wreszcie przyszedł czas na „Black Ops 4”. Ta podseria zawsze miała nieco inny wydźwięk w stosunku do serii flagowej. Mówiąc „flagowa” mam na myśli „Modern Warfare”, „Advanced Warfare i „Infinite Warfare”. „Black Opsy” opowiadały zwykle o działaniach wywiadowczych i miały silnie nakreślony wątek fabularny. Nowe informacje dotyczące najnowszej gry studia Treyarch wywołała wśród graczy niemały i niekoniecznie pozytywny odzew.

Co wiemy o „Call of Duty: Black Ops 4”? Wydarzenia z gry zostały osadzone między wydarzeniami z drugiej i trzeciej odsłony. Oznacza to, że zestaw gadżetów i ich zaawansowania będzie zdecydowanie inny od poprzedniczki. Na dzień dzisiejszy wiemy na pewno, że tym razem nie ujrzymy między innymi egzoszkieletów, wspomaganych skoków oraz biegania po ścianach. Powróci natomiast system klas i masa innych gadżetów, które z całą pewnością urozmaicą rozgrywkę. Zdaje się też, że nowe „Call of Duty” będzie się starało uderzać nieco bardziej w tony tactical shooterów, ponieważ poszczególne postacie będą miały pewne akcesoria na wyłączność. Trzeba przyznać, że ten element zapowiada się naprawdę ciekawie. Oczywiście, jak zwykle będziemy mieli okazję pobawić się w kooperacyjne zabijanie wraży zombie.

Brak kampanii singleplayer?!


Czas na największą kontrowersję. Jak już wspominaliśmy na samym początku, „Call of Duty” to zawsze skrypty, filmowość i kampania fabularna. Niestety, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że tym razem gracze nie dostaną kampanii dla jednego gracza. Wydaje się, że wszystkie siły zostały przeznaczone na dopieszczenie trybu multiplayer, a więc Activision chce zająć kawałeczek rynku, na którym jak dotąd królowała seria „Battlefield” od wydawcy Electronic Arts. Zapewne developerzy z Treyarch zapewnią graczom szereg misji dla jednego gracza, stworzonych na podobieństwo „Battlefield 1”, ale raczej na pełnoprawną kampanię nie ma co liczyć.

Planowana data premiery


Jak zapowiada się „Call of Duty: Black Ops 4”? Większość powie pewnie, że niepokojąco, ale wydaje się, że są to głosy starych fanów, którzy nie chcą być wyrywani ze swojej strefy komfortu. W końcu nie każdy kupował „CoD-y” dla multiplayera. Trzeba jednak przyznać, że kierunek, w którym podążyli twórcy, jest cokolwiek ciekawy. Z ocenami zaś wstrzymajmy się do czasu premiery, która zapowiedziana została na 12 października 2018 roku.

Call of Duty: Black Ops 4