Call of Cthulhu

czyli bóg z mackami zamiast ust powraca w najlepszym stylu



Call of Cthulhu


Gier i filmów inspirowanych prozą H.P. Lovecrafta powstała cała masa, niestety, żadnej z bezpośrednich adaptacji nie udało się oddać ducha makabrycznych opowieści, które autor utrwalił na papierze na przełomie XIX i XX wieku. Dość wspomnieć, że ostatnią grą, która bezpośrednio sięga do mitologii Cthulhu, a która została jakkolwiek zapamiętana przez graczy, była wydana w 2005 roku „Call of Cthulhu: Dark Corners of the Earth”. Trudno tu jednak mówić o szczególnym uwielbieniu graczy względem wspomnianego tytułu, bo choć gra uzyskała średnią ocenę 75% na portalu Metacritic i przez wielu jest wspominana dość ciepło, to światek elektronicznej rozrywki zdążył o niej zapomnieć.

Dlatego też kiedy kilka lat temu włodarze Cyanide Studio ogłosili, że zabierają się za zrobienie gry pod tytułem „Call of Cthulhu”, fani lovecraftowskiej prozy oszaleli z radości. Dlaczego? Otóż zaprezentowany trailer dawał głębokie nadzieje, że może komuś w końcu uda się przełożyć dziwny świat wykreowany przez Samotnika z Providence na język gier komputerowych. Od czasu ogłoszenia prac co jakiś czas dostawaliśmy garstkę nowych informacji i świetnie wyglądające, choć enigmatyczne zwiastuny, ale już w 2017 roku na targach E3 dowiedzieliśmy się, że niestety, wstępne plany premiery zostały przełożone na rok 2018. Minął więc rok, a w Los Angeles znowu miały miejsce największe targi gier na świecie. Jakie nowe informacje dotyczące „Call of Cthulhu” wypłynęły na światło dzienne?

Dla fanów Lovecrafta, Cthulhu, mrocznych klimatów i survival horrorów mamy wspaniałą wiadomość! „Call of Cthulhu” zawita na PlayStation 4, Xbox One i komputerach PC jeszcze w grudniu 2018 roku! Trzeba przyznać, że developerzy z Cyanide Studio zaprezentowali się z hukiem, dając graczom nie tylko nowy, niesamowity trailer, który pozwala zagłębić się w stylistykę gry, ale także gameplay, który zdradza nieco informacji związanych z zapowiedzianymi wcześniej mechanikami.

Czym więc jest „Call of Cthulhu”? Cóż, gra jest mocno inspirowana papierową grą fabularną o tym samym tytule, wydaną przez Chaosium Publishing. Jednak w przeciwieństwie do analogowego pierwowzoru, w grze komputerowej pojawią się znaczące zmiany. Co powinniście wiedzieć na sam początek?

Na Darkwater Island nic nie jest takie, jakie się wydaje. To miejsce niegościnne przybyszom z zewnątrz, więc nie licz, że miejscowi pomogą w Twoim śledztwie. Jeżeli ktoś udziela Ci informacji, musisz zakładać, że robi to dla własnych korzyści lub próbuje puścić Cię kantem. Wyspa jest też miejscem, na którym poczytalność to tylko ułuda. Tu nie zawsze możesz ufać temu, co widzisz, a resztki zdrowego rozumu zbyt często pochłaniane są przez mrok i zło czające się na każdym kroku.

„Call of Cthulhu” – fabuła


Wejdź w skórę prywatnego detektywa Edwarda Pierce’a, który przybywa na znajdującą się nieopodal brzegów Bostonu wyspę Darkwater w celu rozwiązania straszliwego morderstwa artystki Sary Hawkins i jej rodziny. Wrogo nastawieni mieszkańcy i zrobione na odczepnego raporty policyjne jasno wskazują, że w miasteczku panuje zmowa milczenia. Z czasem Pierce przekona się, że Darkwater jest nie tylko osobliwe – dowie się, że to najgorsze miejsce na świecie. To okropny świat, w którym czyhają na niego szaleni kultyści, konspiracje i spoczywająca na dnie morza przedwieczna istota rodem z horroru.

Z czego żyje ta wyspa z piekła rodem? Cóż, niegdyś ta jakże idylliczna miejscowość „turystyczna” oprócz obskurnej atmosfery i domu wariatów, który z jakiegoś powodu jest najeżony pułapkami i tajnymi przejściami (jakżeby inaczej), słynęła z polowania na wieloryby. Jednak od kiedy interes przestał być rentowny, Darkwater stało się miejscem odciętym od świata zewnętrznego i domem dla wszelkiej maści skrytych typów spod ciemnej gwiazdy. Pamiętaj, oni nie lubią obcych.

Człowieku małej wiary, staniesz naprzeciw zła, którego Twój drobny umysł nie będzie w stanie ogarnąć. Zagłębisz się w sekrety, które od wieków spoczywają pod wyspą Darkwater. Rozmawiaj z mieszkańcami tego ponurego miejsca, zdobywaj kolejne wskazówki i rozwiąż zagadkę morderstwa rodziny Hawkins.

„Call of Cthulhu” – gameplay


No dobra, przyjrzeliśmy się warstwie fabularnej najnowszej produkcji Cyanide Studio i trzeba przyznać, że zapowiada się ona co najmniej ciekawie. Wydaje się, że twórcom udało się oddać mrok towarzyszący twórczości Lovecrafta. Zwróćmy jednak uwagę na to, jak przebiegać ma samo doświadczenie obcowania z „Call of Cthulhu”. Z tego, co widać w kilkuminutowym gameplayu udostępnionym na targach E3, rozgrywka zapowiada się dość ciekawie. Wszystko będzie się działo z perspektywy pierwszej osoby, więc sylwetkę Edwarda Pierce’a przyjdzie nam oglądać co najwyżej w wyreżyserowanych cut-scenkach. Nie jest to problem, wszakże większość dzisiejszych gier podpinających się pod gatunek survival-horrorów używa pierwszoosobowej kamery dla zwiększenia poczucia immersji i eksploatowania jump-scare’ów.



„Call of Cthulhu”, czyli bądź detektywem w swoim domu


Już na pierwszy rzut oka widać, że „Call of Cthulhu” nie jest grą akcji… no przynajmniej nie całkiem. Zwiastuny pokazują co prawda pościg odbywający się w zniszczonej posiadłości, ale wydaje się, że nie na tym będzie się skupiał cały sens gry. Skąd taki wniosek? Otóż według udostępnionych informacji, w „Call of Cthulhu” prawie nie będzie broni. Pierce będzie miał swój pistolet, jednak dostęp do amunicji będzie mocno ograniczony. Na dodatek chodzą słuchy, jakoby broń palna nadawała się do walki tylko przeciwko ludziom, a wszelkie potworności mają być na ołów zupełnie niewrażliwe. Jak sami widzicie, będziecie musieli znaleźć alternatywne sposoby wykaraskania się z trudnej sytuacji, bo Pierce brał niby udział w pierwszej wojnie światowej, ale mimo wszystko jest detektywem, a nie wojownikiem. Najlepsze metody raczej nie powinny ograniczać się do grożenia komuś bronią i pięścią (takie zachowanie może się zapewne odbić na tym, jak postrzegają nas mieszkańcy Darkwater). No dobra, a więc jak mamy sobie poradzić bez broni?

W końcu wcielamy się w postać detektywa, a więc naszym zadaniem jest zbieranie informacji i układanie ich w sensowną całość, a nie masowa eksterminacja plugastw rodem z drugiego końca wszechświata. Wydaje się, że tempo gry będzie więc dość powolne i nastawione na „przytulanie się do każdej ściany i mebla” w celu znalezienia jakiejś przydatnej informacji. Pamiętaj jednak, że to, co widzisz, nie zawsze jest prawdziwe. Jednak o tym trochę później.

Czy „Call of Cthulhu” będzie grą RPG?


Prawdopodobnie tak, choć raczej nie w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jak już wspominaliśmy wyżej, z większości tarapatów nie wydostaniemy się siłą, tylko sprytem i umiejętnościami. Można więc spokojnie założyć, że gracze będą musieli dobrać Edwardowi jakieś konkretne umiejętności, takie jak retoryka, dzięki której będziemy mogli wydobyć informacje w rozmowach z miejscowymi, lub otwieranie zamków, które pozwoli nam się dostać w bardziej niedostępne miejsca. Jednak na razie nie wiemy dokładnie, jak owo drzewko umiejętności miałoby wyglądać.

„Call of Cthulhu” – ja wcale nie jestem wariatem, pod miastem naprawdę spoczywa gigantyczny, pradawny bóg z mackami w miejscu ust!


Przyszedł w końcu czas, by pogadać o najważniejszym, czyli o zdrowiu psychicznym bohaterów z survival-horrorów. W wielu przypadkach główny bohater nie przeżywa jakichś szczególnych katuszy psychicznych przy obcowaniu z monstrami, a przynajmniej nie przekłada się to w żaden ciekawy sposób na mechaniki i fabułę. Otóż mamy przyjemność ogłosić, że w „Call of Cthulhu” pojawi się głęboki system odwzorowujący zdrowie psychiczne Edwarda Pierce’a. Jak ma to wyglądać? Jak już mówiliśmy, główny bohater brał niegdyś udział w wojnie, czego rezultatem jest między innymi alkoholizm (biedak, w końcu akcja gry dzieje się podczas prohibicji).

Czy obcowanie ze straszydłami, a nawet patrzenie na nie może więc trwale odbić się na zmysłach naszego bohatera? Po pierwsze, może to wpływać na mechaniki takie jak widzenie i motoryka. Kiedy Pierce się boi, trudniej się nim steruje. Do podobnego stanu można go doprowadzić przez rozwijające się fobie. Na przykład, jeżeli Edward zbyt długo ukrywa się przed potworami w ciasnych miejscówkach, może nabawić się klaustrofobii, przez co dalsze wykorzystywanie ciasnych kryjówek nie będzie możliwe. Wszystko to może się składać na ogólne problemy psychiczne u naszego protagonisty. Jaki jest ich efekt? Czasami będą nas atakować wrogowie, których tak naprawdę nie ma, a czasami będziemy znajdować wskazówki, które nie istnieją. Zważywszy na to, jak ważny w „Call of Cthulhu” jest element detektywistyczny, może to prowadzić do bardzo ciekawego przebiegu fabuły, ale o tym dowiemy się, kiedy gra już się ukaże.

Data premiery


Dokładny dzień premiery nie jest jeszcze znany, ale na chwilę obecną wiadomo, że „Call of Cthulhu” ma ukazać się w grudniu 2018 roku. Niestety, nie pozostało nam nic innego, jak tylko czekać i zacierać ręce. Jesteśmy przekonani, że takiej gry osadzonej w Lovecraftowskim świecie jeszcze nie było.